piątek, 26 czerwca 2026
Jordania - Petra piękno wyciosane w skale
Petra w Jordanii, nazywana „różowym miastem wykutym w skale”, to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc archeologicznych na świecie. Dawna stolica Nabatejczyków zachwyca monumentalną architekturą wyrzeźbioną w piaskowcowych klifach oraz tajemniczą historią, która przyciąga podróżników z całego globu. To wyjątkowe połączenie natury i ludzkiego geniuszu sprawia, że Petra od wieków uznawana jest za jeden z cudów świata.
Aleksander Z. Rawski
Petra piękno wyciosane w skale
Już ponad pół godziny wędruję długim skalistym wąwozem Sik wyciętym w czerwonym piaskowcu. Wysokie na ponad sto metrów ściany często schodzą się tak blisko, że zasłaniają niebo. Utworzona w ten sposób szczelina jest tak mała, że zaledwie przeciśnie się przez nią obładowany towarem wielbłąd. Chwilami wydaje się, iż za moment runą wyniosłe urwiska i na zawsze pogrzebią wędrującego tędy śmiałka. Trudno też sobie wyobrazić bardziej dramatyczne i napawające lękiem przejście. Kiedy podejdzie się jeszcze bliżej wrażenie jest jeszcze bardziej szokujące. Dominująca czerwień piaskowca okazuje się paletą kontrastowych kolorów; poczynając od różowego przechodzi przez żółty, karmazynowy, zielony, a nawet czekoladowy. Formy skał też są niespotykane niczym ruiny średniowiecznych zamków pociętych dłutem natury.
W poszukiwaniu świętego Grala
Właśnie tą drogą, pod koniec sierpnia 1812 roku, przedzierał się Johann Ludwig Burckhardt, szwajcarski badacz Orientu i podróżnik, przebrany za indyjskiego kupca. Nieufnym Beduinom przedstawił się jako szejk Ibrahim Ibn Abd Allah, pobożny muzułmanin, pragnący pomodlić się przy grobie Arona - wiedział, że grób tego proroka znajdował się blisko tego miejsca. Gdyby wyjawił, że poszukuje ruin mitycznego miasta mógłby przypłacić to życiem. Chodziło bowiem o budowle niewiernych z okresu przedislamskiego. Każdy, kto by się nimi interesował, byłby posądzony o świętokradztwo. Tym sposobem pierwszy Europejczyk dotarł do Petry, która jest jednym z najważniejszych miejsc turystycznych Bliskiego Wschodu. W 1985 roku została wpisana na Światową Listę Zabytków UNESCO. W ten sposób rozpoczęła się wieloletnia seria misji naukowych. Ale oto mroczny wąwóz nagle kończy się i w oślepiającym blasku słońca widać najwspanialszą, a zarazem najbardziej tajemnicza budowlę „różanoczerwonego” miasta - El Khaeneh al Faraoun, co dosłownie znaczy skarbiec faraonów. Czy rzeczywiście strzegł on skarbów zebranych przez dawnych władców miasta czy był grobowce któregoś z władców Petry lub domem modlitewnym bóstw opiekuńczych karawan: bogini Al.-Usza Al.-Manat albo She-a-algun ? Tego nikt nie wie na pewno. Lekkość, harmonia i wdzięk architektury przypominają raczej egipskie świątynie z epoki helleńskiej niż starsze od nich, surowe i ciężkie grobowce nabatejskie. Światło słoneczne podkreśla ostre linie sześciu monumentalnych korynckich kolumn, fryzów, które wyglądają, jakby dopiero co wykuto je w skale. Podobno kamieniarze wszystkie prace wykonywali od góry, spuszczając się w dół po linie. Mimo to wszystkie piony, symetrie i detale wyglądają jakby wyrysowano je precyzyjnym laserem.
Na frontonie jest wyrzeźbiona masywna urna, która w wyobrażeniu Beduinów kryła ogromne skarby (zapewne Ramzesa III, który posiadał w Petrze kopalnie złota). Dlatego, przez długi czas, strzelali do niej, aby dotrzeć do cennego kruszcu. Jednak musieli to być słabi strzelcy, ponieważ – wysoka na 40 i szeroka na 25 metrów - cała fasada Khaeneh nosi ślady tego „polowania”.
Świątynia stała się też scenerią głośnego filmu „Indiana Johns - Ostatnia krucjata” reżyserowanego przez Stevena Spielberga. Jej bohaterowie dzięki napisowi wyrytemu na XII-wiecznej kamiennej tablicy poznali miejsce, gdzie przechowywana była czara używana przez Chrystusa podczas ostatniej wieczerzy. Chodziło o kielich Grala, który po tysiącu latach odnaleźli rycerze pierwszej krucjaty do Ziemi Świętej i ukryli właśnie w... Petrze. Czara posiadała moc uzdrawiana i zachowywała wieczną młodość. Nic więc dziwnego, że setki ludzi pragnący nieśmiertelności, uganiali się za nią po całym świecie. Wystarczyło tylko - jak głosi legenda - napić się z niej wody. Kielich „nie dał się” wynieść poza próg świątyni Khaeneh; nadal się tam znajduje. Budzi to dodatkowe emocje wśród każdego kto odwiedza to miejsce. Tym bardziej, że i innych biblijnych akcentów nie brakuje w tych okolicach, będących częścią Ziemi Świętej. Na wapiennym płaskowyżu jest na przykład miejsce, gdzie Mojżesz uderzył laską w głaz z którego wypłynęła woda. W ten sposób uratował życie umierającym z pragnienia Żydom. Natomiast najwyższe wzniesienie masywu Petry (1336 m n.p.m) nazywa się Dżebel Hoarun, co znaczy Góra Arona. Pod kopułą uroczego, małego, pustelniczego meczetu ma ona ukrywać grobowiec brata Mojżesza. Jest to cel licznych muzułmańskich pielgrzymek.
Oaza Nabatejczyków
W Biblii Petra, siedziba Edomitów, określana jest nazwą Selach, co znaczy po hebrajsku skała. W V wieku przed narodzeniem Chrystusa – za panowania Persów - przybyło tu, prawdopodobnie z południowej Arabii (dzisiejszy Jemen), koczownicze plemię Beduinów-Nabatejczyków. Ich karawany transportowały przez pustynię przyprawy korzenne, mirrę, perfumy, a oni sami nazywali pustynię swoją ojczyszyzną. Nie zawładnęli oni miastem siłą. Powoli asymilowali się z tymi, którzy od dawna wiedli tu osiadły tryb życia. Petra była bowiem doskonałym miejscem strategicznym. Kamienista dolina leżała na skrzyżowaniu dwóch głównych szlaków handlowych: jednego biegnącego od Zatoki Perskiej do Morza Śródziemnego, oraz drugiego, prowadzącego wzdłuż syryjskiego rowu tektonicznego łączącego Morze Martwe z Morzem Czerwonym. Szlakami tymi transportowano kadzidło, mirę, przyprawy, szlachetne kamienie, złoto, kość słoniową i żelazo. Petra, dostępna jedynie piechotą lub konno przez Sik i inne łatwe do obrony wąwozy, stała się więc miejscem oferującym odpoczynek, wodę dla wielbłądów oraz bezpieczne trzy targowiska wykute piętrowo ponad sobą. Na zmęczonych podróżą kupców czekały przestronne noclegownie, miejskie łaźnie, teatr, świątynie, a także domy publiczne.
Imponujące, bogate i gwarne miasto urosło do najpoważniejszego centrum handlowego Bliskiego Wschodu. Przez środek niecki biegnie szeroka brukowana droga prowadząca do bramy triumfalnej, przy której stoi pokaźny (26 metrów wysokości), jedyny zachowany budynek wzniesiony, a nie wykuty w skale. Są to resztki nabatyjskiej świątyni, nazwanej dzisiaj Kasr el Bint, co znaczy Pałac Córki. W świątyni tej istniał ołtarz, na którym na złoconej podstawie był umieszczony czarny kamień, symbolizujący Dozaresa, głównego boga NabatejczykówW okresie największego rozwoju, w latach 50 p.n.e. - 70 n.e., rozciągało się na przestrzeni 90 km kw i liczyło 20 tysięcy mieszkańców. Władzę w Petrze sprawował Obodas I, jeden z najpotężniejszych władców nabatejskich. Za jego panowania Nabatenia stała się jednym z większych mocarstw Bliskiego Wschodu.
W czasach Aretasa III imperium Nabatejów rozciągało się do Damaszku. Zadziwiająca jest metamorfoza, jaką przeszło to plemię: z nomadów stali się budowniczymi i mieszkańcami miast. Wybrali oni Petrę jako strategiczny punkt zaopatrzony w wodę oraz będący naturalną fortecą, chroniącą ich rodziny i dobra, podczas gdy mężczyźni zajmowali się handlem na terenie całego Bliskiego Wschodu. Rzymianie, którzy opanowali cały basen Morza Śródziemnego, nie zdołali zdobyć jedynie Petry. O poddaniu jej zadecydowały tylko względy ekonomiczne.
W 106 roku n.e., na żądanie Trajana, miasto stało się dzielnicą Imperium Rzymskiego, nazwaną Arabia Petraeus – Arabia Skalista. Inwazja odbyła się bez walki. Połączenie się dwóch kultur w jakiś paradoksalny sposób nawet przyniosło miastu rozkwit. Jednak z czasem właśnie podporządkowanie się nowej władzy, a następnie zmiana tras karawan stało się przyczyną upadku Petry. Wiemy, że w okresie bizantyjskim była ona siedzibą biskupstwa Palestina Tertia. Wtedy to, kilka większych grobowców przerobiono na kościoły. Podczas wojen krzyżowych powstały tu trzy forty. Wiadomo też, że Petrę odwiedził sam wielki sułtan Mameluków – Baybars. Śmiertelnym ciosem dla Petry były trzęsienia ziemi w 363 i 419 roku. Miasto opustoszało. Nad stolicą zapadła kilkusetletnia cisza. Również teraz nie są jej w stanie zmącić rzesze turystów i dziesiątki kolorowych kramów z pamiątkami. Nadal porywa jej tajemniczość, to wyłanianie się miasta i jego znikanie w skale. Ta plątanina gór i wąwozów, gdzie nagle w surowym kamieniu pojawiają się kształty całych ulic, dzielnic...; zdumiewający pejzaż - połączenie rzeźby natury i człowieka.
Skalne pałace
Wspaniałości Petry nie kończą się na skarbcu. Biegnąca dalej dolina wypełniona jest po szczyty gór pozostałościami po dawnym mieście. Człowiek wkuł w to arcydzieło natury elewacje wspaniałych świątyń o różnych stylach starożytnych kultur (wpływy perskie, egipskie, greckie i rzymskie). Połączenie rzeźby natury i człowieka pozwala zrozumieć to, czego zazwyczaj nie zauważamy, obserwując góry i masywy skalne: moc działania czasu, wietrzenie skał, ewolucję pejzażu. Góry wydają się wieczne jedynie na skalę życia ludzkiego, a nawet cywilizacji. Oto w górze widać plac z dwoma obeliskami i ołtarzem, gdzie Nabatejczycy, zanim przyjęli islam, składali swoim bogom ofiary; niekiedy okrutne. Na przykład bogini Al- Uzza, szczególnie upodobała sobie młode dziewczęta i chłopców. W dole – największy amfiteatr starożytnego świata. Siedem tysięcy Nabatejczyków i rzymskich kolonistów oglądało tu walki gladiatorów i ujarzmianie dzikich zwierząt. W południe mieszkańcy mogli schronić się przed żarem słonecznym w cieniu potężnych kolumn biegnących równolegle wzdłuż rzeki Wadi Mousa. Jeżeli poczuli pragnienie gasili je w ogromnej ozdobnej fontannie z wodą pitną dostarczaną akweduktem ze źródeł leżących poza miastem.
Gdzie okiem sięgnąć - na różnej wysokości - setki jaskiń. To wczorajsze „salony” tutejszej ludności, która nie budowała domów. Natomiast wykorzystywała warunki geologiczne terenu i, poprawiając nieco naturę, zostawała właścicielami wspaniałych skalnych pałaców. Oprócz zwykłych pomieszczeń mieszkalnych składały się one najczęściej z obszernej komnaty kolumnowej bogato zdobionej freskami przedstawiającymi winne grona i kwiaty. Obraz tego antycznego miasta nie przywodzi na myśl struktury miasta rzymskiego, podporządkowanego geometrycznemu układowi przestrzennemu. Mimo kamiennych zabudowań, Petra przypomina bardziej obozowisko beduinów z budowlami rozrzuconymi na tarasach, bez żadnych podpór stabilizacyjnych. Opasujące metropolię strzeliste skały służyły nie tylko do budowy domów mieszkalnych i świątyń, ale także grobowców. Najpiękniejsze z nich wykuto wzdłuż zbocza góry Gebel el Kubta, na zachód od miasta.
We wschodniej odnodze doliny również znajdują się imponujące nekropolie. To słynny Grobowiec Pałacowy, Grobowiec Koryncki, Sextiusa Florentiusza oraz Grobowiec z Urną, który w 447 r. zamieniono na kościół bizantyjski. Wspinamy się po szerokich schodach na jedno z urwisk otaczających miasto. Powietrze przenika słodka woń rozgrzanych skał. Blask zachodzącego słońca złoci kamienistą dolinę. Kim tak naprawdę był ten niezwykły naród? Skąd w duszach koczowniczych nomadów takie poczucie piękna? Niestety, żadna inskrypcja w języku nabatejskim nie wyjaśnia tych zagadek. Nie zdradza też swych wszystkim tajemnic - jakby pogrążona w letargu - sama Petra. Mam się wrażenie, że czas tutaj przestał upływać.
