BlogPortugalia - szlakiem klasztorów Tomar, Balatha, Alcobaça
Portugalia - szlakiem klasztorów Tomar, Balatha, Alcobaça

czwartek, 25 czerwca 2026

Portugalia - szlakiem klasztorów Tomar, Balatha, Alcobaça

Portugalia kryje wiele skarbów, a wśród nich wyjątkowe klasztory wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Tomar, Batalha i Alcobaça to miejsca, w których historia, architektura i duchowość tworzą niezwykłą opowieść o dawnych dziejach kraju. Wyruszmy szlakiem najpiękniejszych portugalskich klasztorów, by odkryć ich tajemnice i niepowtarzalne piękno.

Mirosława Choińska

Portugalia - szlakiem klasztorów

Turysta jadący do Portugalii ma najczęściej sprecyzowane oczekiwania: Lizbona, zanurzenie się w wodach oceanu, odwiedzenie Porto, skąd wywodzi się szlachetny i sławny trunek o tej samej nazwie, oraz posłuchanie nostalgicznych pieśni Fado. Jest to kraj odległy od Polski, dlatego trudno doszukiwać się wspólnych kolei losu, historii czy interesów nas łączących, mimo że można odnaleźć wspólne wątki z czasów II wojny światowej. Bardziej wnikliwi turyści znają historię odkryć geograficznych, które uczyniły z Portugalii potęgę na morzach. Zaskoczeniem bywa średniowieczna aktywność osiedlających się tam zakonów – cystersów, benedyktynów, templariuszy, mających wpływ na rozwój regionu i kraju.

Podążając do Fatimy, mamy okazję znaleźć się w pobliżu ich klasztorów. Kinomani rozpoznają ich mury, bo wielokrotnie te tajemnicze wnętrza „odgrywały” swoją rolę jako średniowieczna scenografia. Monumentalne i przepastne budowle świadczą nie tylko o przebytych wiekach historii, ale też o licznym ich zaludnieniu. Gdzie dzisiaj znaleźlibyśmy klasztor na 200 cel mnisich i 16 dziedzińców, zamieszkały przez 1000 osób?! Niestety, okazałe budynki nieczęsto poddawane są renowacji do końca. Nadaje im to specyficzną aurę, da się odczuć tchnienie przeszłości. Na pewno są znakomitym powodem do odwiedzenia Portugalii. Pierwszy z nich – największy – jest główną siedzibą zakonu templariuszy, którzy w XIV wieku ratowali się ucieczką z Francji ogarniętej nienawistnym prześladowaniem Filipa Pięknego. Wielki Mistrz zakonu mógł wywierać nacisk na króla, który, mówiąc trywialnie, „siedział mu w kieszeni”. Pieniądze z pożyczek król wydawał na cele militarne i na zaspakajanie swych najróżniejszych zachcianek. Rosnące procenty od długów spowodowały, że Filip stał się niewypłacalny. Co więcej, nie miał ochoty realizować swoich zobowiązań. Sprowokował więc krucjatę przeciwko templariuszom, pomawiając ich o herezje, czczenie czarnej głowy Bafometa i bluźnierstwo. Oszczercza kampania oparła się o dwór papieski. Papież nakazał naprawę wszelkich odstępstw. Ale Filip zataił prawdę i ogłosił konieczność rozgromienia zakonu. Ostoją dla uciekających stała się Portugalia, gdzie przygarnął ich Dionizy I. By zakon nadal mógł działać, legalnie wcielono go do zakonu Rycerzy Chrystusa, który był podległy królowi i jego osądom.

Chrystusowcy osadzeni zostali tam, gdzie już istniały ich siedziby, m.in. w Tomarze, klasztorze ufundowanym w 1147 r. przez Alfonsa I Zdobywcę. Budowla rozrastała się przez lata, tworząc zawiły labirynt dziedzińców i komnat, tak duży, że współcześnie nie sposób nadążyć za potrzebami naprawy i renowacji oraz sprostać im finansowo. Ponadto całkiem spore fragmenty budowli niszczą częste burze i nawałnice. Szkoda, bo wnętrze Tomaru kryje najcenniejsze dzieła architektoniczne: XII-wieczną rotundę czy XVI-wieczne manuelińskie okno o bogatej, pełnej morskich odniesień symbolice. Wymieniać można by długo: kuchnie, refektarz, dziedziniec chleba, dziedziniec zdrady, dormitorium. Te miejsca pokazują nam, jak żyli i gdzie spoczywali po śmierci chrystusowcy. Brakuje cennej biblioteki z księgami, mapami i globusami. Biblioteka templariuszy była ich najcenniejszym skarbem, niektórzy do dziś poszukują ich skarbów w postaci złota i cennych przedmiotów. Kufry zakonników pełne były wiedzy i dokumentów opowiadających o nieznanych lądach, morskich trasach, których nie zbadało ludzkie oko i towarach mogących wzbogacić kiesę króla. Badający je Henryk Żeglarz nabrał przekonania, że warto podążyć śladem marzycieli i sprawdzić otrzymane informacje, zainwestować i zostać ojcem nowego świata, który stanie się źródłem okazałych zdobyczy. Ponieważ był synem Jana I z dynastii Avis, posiadał dobra ziemskie, miasteczka i wioski na północy kraju, które mogły sfinansować jego przedsięwzięcia. Do dzisiaj nie jest jasne, czy miasta spontaniczne przyłączyły się i chętnie łożyły pieniądze, czy też było to srogie książęce wymuszenie przy pomocy nałożenia podatków. Fakty mówią, że z północy wypłynęła flota statków, gotowych, by odkrywać nowe terytoria. W Tomarze powstała idea, która przyczyniła się do odegrania tak ważnej roli przez Portugalię w historii świata.

Sto kilometrów w stronę oceanu trafimy do zupełnie odmiennego klasztoru sławiącego wielką bitwę. Słowo batalha tłumaczy się jako bitwa, ale dziś jest to także nazwa urokliwego turystycznego miasteczka. Zdążając do Batalha, nie spodziewamy się aż takiego architektonicznego zaskoczenia. Po drodze bowiem mijamy podupadłe domostwa lub nowe domy w stylu kolonialnym, otoczone wybujałą południową roślinnością. Szeroki zakręt drogi wprowadza nas do miasta, a tuż za nim ukazuje się budowla z niezliczoną liczbą wieżyczek i koronkowymi oknami w pięknym piaskowym kolorze. Kościół stworzony został ku czci Matki Bożej Zwycięskiej, po wygranej bitwie z Hiszpanami. Zwycięstwo to było niezwykle ważne w końcu XIV w., bo powtórnie potwierdziło niezależność Portugalii na Półwyspie Iberyjskim. Wprowadziło też na tron nową dynastię Avis, co miało kluczowe znaczenie dla historii. Bitwa była krwawa, bo przewaga Kastylijczyków miała się jak 8 do 1, wymagała więc fortelu, który pozwoliłby na wygraną. Jan I wspólnie z Nuno Pereirą wpędzili wojska kastylijskie w przygotowane okopy i rozgromili wroga. Wcześniej Jan I modlił się gorąco do Matki Bożej z prośbą o pomoc. Obiecał, że gdy szczęśliwie zakończy bitwę, wybuduje najpiękniejszą dla Niej świątynię. W dwa lata po potyczce zaczął realizować swój zamysł. Do pracy przystąpili: Mistrz Mateusz Huget i przybyli z północy Anglicy – doskonali w kamiennych zdobieniach. Prace trwały od 1385 r. do 1515 r., a wraz z upływem lat ewoluował styl budowli, nasycony wizją różnych architektów. Ten niezwykły obiekt kryje takie skarby, jak Kaplica Fundatora w stylu gotyckim, gdzie pochowany jest Jan I Avis z żoną Filipą Lancaster oraz ich potomkowie, a pomiędzy nimi najsławniejszy – Henryk Żeglarz. Kaplica jest imponująca, ale była też wyjątkowo trudna do realizacji. Dlatego też do jej budowy zatrudniano skazańców. Wyroki ich były wykonywane tylko jeśli wydarzał się wypadek, w wyniku którego czeladnik zginął, kto pozostał przy życiu, wyrok miał darowany.

Kolejną perłą, tym razem w manuelińskim stylu, jest „niedokończona kaplica” ze sklepieniem otwartym na niebo. Wielkość motywów dekoracyjnych, czyli w piękny sposób skomponowanych liści winogron, muszli, karczochów, napisów sławiących króla, sprawiają oszałamiające wrażenie i pozostają przed oczami na długo .

Następnym ważnym miejscem w klasztorze jest Sala Kapituły, która dzisiaj jest miejscem grobu nieznanego żołnierza. W czasach gdy powstawała, jej rozmiary budziły obawę. Uważano, że nie podtrzymany przez kolumny strop zawali się i pogrzebie obradujących. Dopiero gdy mistrz Huget spędził w niej kilka nocy, obawy zniknęły i zaczęto z niej korzystać. Całość anegdoty opowiadającej o owym niepokoju i kłopotach ukryta jest w dekoracjach kaplicy. Aby kamienne żarty odnaleźć, trzeba jednak potężnie wysilić wzrok. Na jednej ze ścian umieszczony jest krucyfiks. Chrystus bez nóg i z okaleczoną ręką ma potwierdzać heroiczną walkę żołnierzy w czasie Wielkiej Wojny. Walczono o interesy Portugalii, przelewając krew na polach bitewnych we Francji, a także w Afryce. Pod krucyfiksem znajduje się płyta nagrobna, przy której całodzienną wartę trzyma straż. Odbywają się tutaj państwowe uroczystości. Natomiast kościół przyklasztorny to obecna parafia, gdzie uczestniczyć można w wiosennych i jesiennych świętach ludowych. Poszczególne wioski przygotowują barwne gaiki, pełne zielonych gałązek w maju, a owoców we wrześniu.

Wystarczy przejechać 20 km dalej, aby poznać kolejną historię, tym razem związaną z zakonem cystersów. Oni także zawitali do Portugalii sprowadzeni przez Alfonsa I Zdobywcę, po to, by krzewili chrześcijaństwo i nauczali lud. Oddano im w tym regionie 12 wiosek do opieki, aby nauczyli wieśniaków uprawiać ziemię i winorośl. W nadmorskich portach uczyli pozyskiwania soli z wody oceanicznej i przetwarzania ryb. Cenioną do dziś umiejętnością były smakowite słodkie wypieki, których przepisy skrupulatnie ukrywano. Przez wieki klasztor w Alcobaça nabierał znaczenia, by w XVIII wejść w okres największego rozkwitu. Mieszkało tu około 1000 zakonników, troszczących się o dobro zakonu i przekazanych mu ziem. Tylko część sal udostępniona jest turystom jako ekspozycja muzealna. Na odnowienie reszty nie ma pomysłu ani pieniędzy. Władze co jakiś czas próbują ożywić przepastne wnętrza. Planowane jest nawet zorganizowanie w nich centrum kongresowego czy też hotelu. W muzealnej części obejrzeć można dawną kuchnię, refektarz i salę kapituły zamienioną na salę koncertową, gdzie odbywały się koncerty solisty operowego o bardzo niespotykanej tonacji kontratenora. Przy wyjściu ostatnia ukazuje się Sala Królewska z pięknymi azulejos opowiadającymi historie i anegdoty związane z założeniem klasztoru. Jest tu także ekspozycja figur przedstawiających królewską dynastię. Imponujący jest przyklasztorny kościół, największy w Portugalii, jego główna nawa ma 120 m długości, a wnętrze onieśmiela surowością gotyku. W transepcie kościoła znajdują się dwa piękne sarkofagi, które przypominają nam o tragicznej miłosnej historii króla Piotra i Inez del Castro z XIV w. Polityczne układy nie pozwoliły na spełnienie tej wielkiej miłości. Inez nie była godna króla, gdyż pochodziła z Kastylii, a wraz z jej wstąpieniem na tron obawiano się wzrostu znaczenia odwiecznych wrogów. Uknuto więc spisek przeciw niej za aprobatą panującego króla Alfonsa IV i dokonano na niej okrutnej zbrodni. Kiedy Piotr powrócił do pałacu i nie zastał ukochanej żywej, poprzysiągł krwawą zemstę. Okazja nadarzyła się szybko, bo niedługo po zabójstwie został prawowitym władcą. Nakazał wtedy ekshumację ukochanej, którą posadził na tronie w katedrze w Coimbrze. Następnie koronował ją na królową i cały dwór musiał oddać jej cześć, całując dłoń truchła. Na koniec uroczystości wezwał oprawców i wykonał obiecany wyrok. Rozcinając im piersi i wydobywając z nich pulsujące jeszcze serca, zadał im taki ból, jakiego sam doświadczył. Chcąc być blisko ukochanej także po śmierci, zaplanował wspólne miejsce spoczynku właśnie w Alcobaça. XIV-wieczne nagrobki Piotra i Inez ustawiono naprzeciwko siebie, aby gdy nadejdzie koniec świata i wieka trumien się odsuną, król i królowa mogli od razu spojrzeć sobie w oczy. W XIX wieku spopularyzowano ten romans i wielokrotnie był on inspiracją dla dzieł epickich i dramatycznych, same zaś nagrobki są pięknym przykładem XIV-wiecznej sztuki rzeźbiarskiej z wieloma nowatorskimi rozwiązaniami.

Z Alcobaça blisko już do jednej z najładniejszych osad rybackich, która zachowała swój dawny, prosty urok – Nazaré. Spotkamy tu ludzi żyjących zgodnie z rytmem przyrody, których życie kierowane jest połowami i czasem odpoczynku. Choć latem rozkwita tu turystyka, na miejscu wciąż przeważają lokalni mieszkańcy. Zagraniczni goście wpadają na pyszne ryby i owoce morza, z których słyną malutkie restauracje i tawerny. Wszędzie czuć zapach grillowanych sardynek. Lepszych, uwierzcie, nie ma w całej Portugalii. Dodatkowo ceny zachęcają do zjedzenia lunchu. Nigdzie nie znajdziecie niższych! Wioska położona jest u stóp klifu, na którego szczycie usytuowane jest znane w okolicy Sanktuarium Matki Bożej. Spędzenie miłego popołudnia w Nazaré jest zatem jak najbardziej wskazane.

Portugalia ma wiele do zaoferowania i nawet na tak małym obszarze znajdziemy niezwykłe zabytki i niepowtarzalne smaki.